czym są cotygodniowe Pogadanki Inwestorskie?
Pogadanki Inwestorskie - to miejsce, gdzie poznasz nowatorskie, choć tak naprawdę odwieczne spojrzenie na aktywność ekonomiczną i finanse... spojrzenie okiem wierzącego. Główne zadanie sobotnich Pogadanek polega na wskazaniu paradygmatu, w którym poruszać się należy. Moim zdaniem.
Prócz tego, będę starał się dać Ci solidne podstawy do samodzielnej działalności gospodarczej, inwestycyjnej - słowem do parania się finansową stroną życia. Wszystko to, bez czego nie warto iść do doradcy, maklera, czy private bankera.
Niekiedy polecę Ci jakiś produkt z mojego minibiura usług finansowych - to, co uznam za wartościowe. Decyzję zawsze uzasadnię, żebyś wiedział dlaczego mówię akurat o tym.
Innym razem - gdy znajdę coś ciekawego - polecę Ci którąś z gazet z kiosku albo książkę z mojej księgarenki.

niedziela, 21 września 2008

[Pogadanka nr 7] Od czego zacząć inwestowanie? cz. 2

1.2.2. Przygotowanie ludzkie – praktyka
Przez praktykę rozumiemy tutaj te działania, bez których inwestowania rozpoczynać się nie powinno, ale które de facto samo inwestowanie obejmują, gdyż stanowią o metodologii podejmowania decyzji inwestycyjnych.

1.2.2.1. Profil inwestora
Pierwszym takim działaniem jest określenie własnego profilu. Musisz się dowiedzieć jaki jesteś – i jakie skutki dla Twoich inwestycji będzie to miało. Oczywiście na początku własny profil, który stworzysz będzie nieco wyidealizowany, podobny do wyobrażeń żołnierza, który w ciepłych koszarach marzy o bohaterskich czynach na polu bitwy.

a) musisz określić przede wszystkim to, ile pieniędzy jesteś w stanie zainwestować (tzn. ile pieniędzy nie będzie Ci koniecznie potrzebnych w czasie trwania inwestycji), zgodnie z zasadą by nie inwstować środków, które mogą okazać się w pewnej chwili konieczne.

b) musisz określić też czas inwestycji – przyjmijmy, że wiesz z góry, że pieniądze możesz zainwestować jedynie na trzy lata – musisz zdać sobie z tego sprawę, bo jest to kluczowa informacja w doborze instrumentu finansowego. Chodzi o uniknięcie sytuacji, w której potrzebując za trzy lata pieniędzy na mieszkanie, chcąc je pomnożyć – inwestujesz w małe i średnie spółki, które właśnie wkraczają w mocny trend spadkowy. Przy odpowiedniej dawce zadufania, po zakończeniu inwestycji starczyłoby Ci może na skrzynkę pocztową.

c) kolejna rzecz, którą musisz sprecyzować, to Twoja skłonność (bądź awersja) do ryzyka. Na razie ocenisz to tylko teoretycznie, ale wielkość ta jest kluczowa, więc przypatruj się sobie jak najbardziej wnikliwie. Awersja do ryzyka określa, jak bardzo trzęsą Tobą nerwy i odbierają zdolność do chłodnej kalkulacji w sytuacji kryzysowej – np. odkrycia, że Twoja spółka otwiera się 20% niżej, niż zamknęła notowania zeszłego dnia. Ludzie różnie reagują na tego typu sytuacje... a od ich reakcji zależy to, co stanie się z pieniędzmi. Niejeden inwestor żałuje zbytniej krewkości, co zresztą wyraża powiedzenia Warrena Buffeta (patrz – książka miesiąca): Giełda, to miejsce transferu pieniędzy od aktywnych, do cierpliwych.

Te trzy rzeczy powyżej, to podstawa. Niektórzy autorzy sugerują rozważanie wpływu żywienia na podejmowanie decyzji, sytuacji rodzinnej, etc. Możesz rzecz jasna pomyśleć i o tych sprawach. Grunt, żebyś najpierw poznał w teorii rynek, co opisywałem w poprzedniej części tej pogadanki, a dopiero potem brał się za praktykę.

1.2.2.2. Dobór instrumentów
Instrumentów finansowych, w które mógłbyś zainwestować jest wiele. W internecie są całe słowniki pojęć giełdowych, więc nie ma chyba potrzeby, by je tu kopiować. W serwisach, które poleciłem Ci w zeszłym tygodniu poszukaj różnic między akcjami, obligacjami, warrantami, kontraktami futures, opcjami na akcje, certyfikatami inwestycyjnymi...
Nie chcę zresztą podać Ci wszystkiego na tacy, żebyś przypadkiem nie pomyślał, że lektura samych tylko Pogadanek wystarczy Ci do rozpoczęcia inwestycji. Powiem więcej – nawet lektura działów edukacyjnych portali giełdowych na niewiele się zda, zanim nie weźmiesz się za lekturę którejś z klasycznych książek na ten temat (w zeszłym tygodniu podpowiedziałem, które są warte uwagi, więc nie wymawiaj się tym, że jest ich zbyt wiele). Kiedyś sam w to nie wierzyłem, ale doświadczenie to zweryfikowało, więc pozwól, że uchronię Cię przed własnymi błędami.
Wracamy do doboru instrumentu – jest on determinowany zarówno przez ilość dostępnych środków, jak i profil inwestora. Jeśli bowiem masz 100 zł oszczędności, odradzę Ci inwestowanie przez rachunek maklerski, bo ewentualne zyski zamienią się w straty przez prowizje. Jeśli masz milion złotych i boisz się własnego cienia, a poza tym Żona śledzi każdy Twój finansowy ruch i ma skłonność do bycia wredotą, to prócz tego, że polecę Wam wizytę w poradni rodzinnej, a obojgu porządne kierownictwo duchowe, to na pewno odradzę samodzielne inwestycje na rynku terminowym (np. kontrakty futures), gdzie zmiany nie tylko przebiegają szybko, ale i błędy mnożone są przez poziom lewara (czyli kredytu), z którego korzystasz.
Jednym słowem – nie we wszystko mogą inwestować wszyscy, a to ze względu zarówno na nich samych, ich portfel, jak i specyfikę samego instrumentu.


1.2.2.3. Zasady działania
Kolejna rzecz, którą powinieneś zdefiniować, to swoje zasady działania. Określisz w nich na przykład stopień zaangażowania w poszczególne segmenty rynku (np. nie więcej, niż 60% portfela w akcje), maksymalną akceptowalną stratę, po której następuje zamknięcie pozycji (np. decydujesz, że przecena o 5% skutkuje sprzedażą instrumentu i próbą kupna 15% niżej), czy wreszcie sposób podejmowania decyzji (w opraciu o rekomendacje, analizę techniczną, czy może inne przesłanki). Nie zapomnij też o zdefiniowaniu nieodwołalnych warunków wyjścia – np. maksymalnego czasu inwestycji, maksymalnej straty, czy zadowalającego zysku.
Aby stworzyć sobie swój katalog zasad, musisz po pierwsze poznać rynek (dlatego poważnie zajmij się częścią teoretyczną przygotowania ludzkiego, pójdź na jakieś szkolenie, kup i gruntownie przeczytaj porządną książkę), po drugie siebie (dlatego nie zaniedbaj poprzednich dwóch punktów przygotowania ludzkiego praktycznego).
Wydaje mi się, że w ustanowieniu własnych zasad (nie oszukujmy się, w większości przypadków są one do siebie podobne), będzie bardzo pomocna obecna Książka Miesiąca – Tao Warrena Buffeta, która jest właśnie zbiorem tego typu zasad.


2. Realizacja
Mając za sobą przygotowanie – zarówno duchowe, jak i ludzkie, możesz zabierać się za realizację inwestycji, czyli handel wybranymi instrumentami, bez względu na to, czy są to nieruchomości, samochody, akcje, czy kontrakty terminowe. W trakcie realizacji, pamiętaj o kilku wanych sprawach.


2.1. Przestrzeganie zasad
Jedną z Twoich zasad powinno być bezwzględne, automatyczne wręcz wykonywanie zasad. Większość strat, które ludzie ponoszą jest skutkiem albo nadmiernego strachu przed stratą, albo nadmierną chciwością, które każą im albo trzymać instrument zbyt długo, albo sprzedawać go zbyt wcześnie. Pamiętaj, że Twoja decyzja wynika z obiektywnego kryterium – nie na odwrót! Przeczucia, uczucia, domysły... warto je przeanalizować kilkakrotnie, zanim staną się pretekstem do akcji na rynku.


2.2. Obserwacja
W zależności od tego, jaki charakter ma Twoja inwestycja, mniej lub bardziej powinieneś obserwować rynek i własne poczynania.
To pierwsze z oczywistych względów – bieżąca sytuacja, czy to Twojego instrumentu, czy szerokiego rynku stanowi dla Ciebie jedną z głównych przesłanek do podejmowania decyzji. Nawet gdy jesteś spokojnym inwestorem długoterminowym – stała obserwacja rynku pomoże Ci lepiej alokować swoje środki, gdy np. dostrzeżesz, że to, w co inwestujesz wymyka się Twojej prognozie – dostrzegając to, być może wybierzesz lepszy instrument.
Obserwacja siebie też jest ważna – powinieneś rozeznawać swój stan, zmieniającą się awersję do ryzyka, uzasadnienie decyzji inwestycyjnych, etc. Dobrym pomysłem jest założenie swego rodzaju dzienniczka, w którym będziesz notował np. przesłanki na podstawie których podjąłeś decyzję. W chwili zwątpienia, gdy w umyśle wszystko się miesza – Twój dzienniczek pomoże Ci trafnie przemyśleć bieżącą sytuację na nowo.
Obserwację rynku prowadzi się w oparciu o dane, które możesz uzyskać z prasy fachowej (ja chwalę sobie Gazetę Giełdy Parkiet, inni wolą Puls Biznesu), czy serwisów internetowych (pisałem o nich w poprzedniej części Pogadanki nr 7). Podstawowe dane (notowania, komunikaty ze spółek, czy funduszy) można uzyskać za darmo, analizy i inne tego typu dane (np. historyczne) – zazwyczaj się kupuje.
Bądź przekonany, powtarzam to po raz kolejny – że bez poniesienia kosztów dotarcia do wiedzy, czy informacji... wciąż będziesz zaskakiwany, a efektem tego mogą być tylko błędy.


2.3. Ciągły rozwój
Korzystaj z każdej okazji, by się uczyć. Potraktuj inwestowanie jako jeden z obszarów zawodowych, a więc tych, wobec których można mówić o powołaniu. Jeśli powiększasz swój majątek, rób to coraz lepiej – po dotychczasowej porcji Pogadanek znasz nadprzyrodzone uzasadnienie tej konieczności.
Można jednak mieć wątpliwość... Po co przywiązywać do tego tak wielką wagę, uczyć się, kupować ceglaste, drogie książki, skoro doradców inwestycyjnych, finansowych i innych fachowców jest tak wielu? Dlaczego nie oddać im w zarząd swoich pieniędzy i zająć się liczeniem zysków?
Wierz mi... jeśli nie dysponujesz kapitałem większym niż milion złotych... dla ogromnej większości doradców jesteś niestety tylko okazją do zgarnięcia prowizji. Rozejrzyj się wokoło i zauwać ilu ludzi przeklina doradców, których posłuchało i weszło na górkach w najbardziej ryzykowne fundusze. Inną sprawą jest to, że gdyby sami byli przygotowani do inwestowania teoretycznie, bądź zostali do tego zachęceni (np. gdyby przeczytali Pogadankę nr 7) – wówczas słysząc niektóre z pomysłów nażelowanego pana w garniturze... popukaliby się w czoło.
Warto mieć dobrego doradcę – to jasne. Ale do pewnego progu zasobności portfela można liczyć w tej kwestii tylko na przypadek (przypadki wbrew pozorom się zdarzają i miałem okazję spotkać nawet i dobrych doradców, zresztą o dwóch rodzajach doradców będzie oddzielna pogadanka), dlatego lepiej uzbroić się w wiedzę samemu.
Osobną kwestią jest to, by nie zaniedbać sfery duchowej. Czeka Cię na pewno wiele ciężkich sytuacji, rozterek, niewiadomych... a celem nie jest to, by wprowadziły Cię w skąpstwo, nieumiarkowane przywiązanie do pieniędzy, etc. Naszym wspólnym celem jest to, by także inwestowanie było drogą do świętości. Jest to bowiem wspaniała szkoła zaufania, wiary, cierpliwości i wielu innych cnót ludzkich i nadprzyrodzonych. Pod warunkiem, że całość swych działań będziesz uświęcał, oddając je Bogu. Nie myśl, że odkryję coś nowego... środkami do tego są tylko i wyłącznie Sakramenty, z Eucharystią i spowiedzią na czele, rekolekcje, rozważanie, regularna modlitwa... Jeśli to zaniedbasz – przegrałeś więcej, niż Ci się może wydawać nawet, gdyby Twoje działania na rynku były pełne sukcesów.


2.4. Zapewnij sobie dochód
Jedną z głównych zasad inwestowania jest ta, która mówi, by inwestować wolne środki. Rozszerzyłbym ją o radę, by zapewniać sobie coraz więcej środków na inwestycje, tj. by zarabiając, nie poprzestawać tylko na pewnej kwocie którą zainwestowało się raz, ale starać się co miesiąc wygospodarować stałą, bądź zmienną sumę po to, by – w zależności od stanu rynku i naszych zasad – powiększać swoją pozycję. Nie nastawiaj się na to, że od razu będziesz żył z samych zysków (niektórym się to udaje)... bądź raczej cieprliwy, uparty, jak najbardziej profesjonalny... i finansowo bezpieczny, tj. czerpiący zyski z podstawowej działalności innej niż inwestowanie. O powiększaniu dochodu mówiliśmy już tutaj.


3. Co w najbliższym czasie?
W następnych Pogadankach zajmiemy się przeglądem dostępnych instrumentów finansowych (prawdopodobnie w kilku Pogadankach), później zaś omówimy bliżej możliwe zasady inwestowania (na jednym przykładzie), strategie... No, ale na to wszystko jest jeszcze czas – a co będzie, to dopiero zobaczymy.



czwartek, 18 września 2008

Jak tanio kupować książki - nie tylko o giełdzie?

Jak tanio kupować książki?
Poniższy tekst stanowi refleksję inspirowaną dotychczasowymi doświadczeniami na polu zakupu książek przez internet. Jako, że wymiar ekonomiczny w przypadku zakupów ma spore znaczenie – właśnie ten czynnik będzie głównym przedmiotem namysłu.

Dlaczego przez internet?
Dobre pytanie. Odpowiedź na nie jest wielowątkowa, dlatego podam ją w punktach:
1) przez internet mamy szansę kupić taniej (ceny książek zazwyczaj są niższe, niż w sklepie stacjonarnym – chociażby ze względu na brak konieczności utrzymywania tegoż sklepu, utrzymanie witryny w internecie jest znacznie tańsze),
2) przez internet kupujemy nie ruszając się z domu, oszczędzamy więc czas – zarówno na dotarcie do księgarni, jak i wyszukanie interesującej nas pozycji (w internecie przebiega to szybciej),
3) kupując przez internet mamy szansę wziąć udział w programie lojalnościowym, który dodatkowo pozwala oszczędzić (zarobionymi punktami można później płacić, jak zwykłymi pieniędzmi) – więcej, punkty zdobywać można także pisząc recenzję zakupionych książek! (np. w księgarni Gloria24)
4) w internecie znajdziemy często rzadkie książki, których znalezienie w realu wymagałoby od nas objechania kilku ulic, jeśli nie miast – gdy nie mieszkamy w Warszawie
5) do kupna książki przez internet nie potrzebujemy gotówki

Jakie zagrożenia?
1) Poczta Polska. Paczka może dojść z nieplanowanym opóźnieniem (wbrew pozorom to się często nie zdarza),
2) płatność za przesyłkę – jeśli nasze zamówienie nie przekroczy odpowiedniego limitu, będziemy musieli zapłacić za przesyłkę (ten limit kształtuje się najczęściej na poziomie 100 – 150 zł)

Jak ominąć zagrożenia?
1)
po pierwsze – wybierając sprawdzone przez innych (bądź siebie) księgarnie – tzn. te które gwarantują najlepszą obsługę (wbrew pozorom dotyczy to także szybkości otrzymania paczki)
2) po drugie – i to jest mój autorski wynalazek – chcąc nie płacić za przesyłkę, stworzyć albo listę potrzebnych książek na cały rok (np. prezenty), albo zebrać zamówienia od znajomych, lub rodziny... i kupować takimi porcjami, które księgarnia wysyła za darmo (jak mówiłem – zazwyczaj te 100zł, albo 150 zł)
3) jeśli nie ma się potrzeby posiadania wersji papierowej, dla cięcia kosztów można sprawić sobie e-booka (wersja cyfrowa, do czytania na wyświetlaczu, bądź monitorze)

Gdzie kupować?
Jak dotąd sprawdziłem parę księgarni, które poniżej opiszę w podziale na kategorie, zaczynając od tych najbardziej internetowych:

Nowoczesność
Złote Myśli
– największe wydawnictwo e-booków i audiobooków w Polsce, sprzedaje też wersje drukowane swoich pozycji. Oferta w niektórych częściach budząca szacunek, w innych – niesmak.
Prowadzą program lojalnościowy?, który prócz punktów lojalnościowych daje także darmowe publikacje, rabaty, etc. Do końca września trwa ciekawa promocja Wrześniowy Zysk
----------------------------
Nexto.pl
to księgarnia w pełni cyfrowa – sprzedaje wersje cyfrowe oraz audio książek oraz cyfrowe gazet, magazynów, etc. Oferta powiększa się bardzo szybko i robi coraz większe wrażenie.
Prowadzą też program lojalnościowy – Klub Nexpresso (punkty zdobywa się za samo wejście, a później za zakupy). Do końca września trwa promocja na e-podręczniki, 15% rabat. Dostałem kod rabatowy, którym chętnie się podzielę: 09nPySX (należy go wklepać przy zamówieniu).
--------------------------------------------------------

Religijne
Księgarnia Tolle.pl
moim zdaniem – najlepsza księgarnia religijna w Polsce. Wprawdzie oferta nie jest tak bogata jak Glorii24, ale jeśli chodzi o legendarną już jakość obsługi, szybkość dostarczenia przesyłki a przede wszystkim cenę – nie ma sobie równych.
Określenie religijna trochę tu nie pasuje, bo księgarnia stawia po prostu na dobre książki – ma więc i inne działy, np. literacki, ekonomiczny, polityczny.
Po zapisaniu się do Biuletynu Miłośników Dobrej Książki , otrzymujemy w prezencie pięć darmowych e-booków (wśród których ja najbardziej cenię sobie „Ekonomię i politykę” Ludwiga von Misesa).
----------------------------
Gloria24
chyba największa w Polsce księgarnia stricte religijna. Poza książkami sprzedaje także płyty CD, koszulki, dewocjonalia, etc. Niestety, miałem problem z przesyłką. Prezes wprawdzie tłumaczył to okresem wakacyjnym i dał w prezencie dożywotni rabat, ale problem zaistniał, więc muszę o tym poinformować.
Prowadzą program lojalnościowy – za zakupy oraz napisane recenzji zbiera się talenty, którymi można potem płacić.
--------------------------------------------------------

Ekonomia, giełda
maklerska.pl
księgarnia, która zwaliła mnie z nóg. Mekka inwestora giełdowego – w ofercie zarówno polsko- jak i obcojęzyczne klasyczne pozycje dotyczące samego inwestowania (od najogólniejszych, po najbardziej specjalistyczne), jak i ekonomii, czy rachunkowości. Programu lojalnościowego nie ma – do tego towaru zachęcać nie trzeba, bo ciężko go gdzie indziej znaleźć.
--------------------------------------------------------

Ogólne
godi.pl
swego rodzaju uniwersalna perełka – bardzo szeroki asortymentem – książki, podręczniki (w tym wiele akademickich), zabawki.... a także, kawa, herbata i bielizna damska! Jednym słowem – prawie supermarket. Do tego dochodzi to, co lubię – niskie koszty wysyłki, gwarancja terminu dostarczenia, możliwość zwrotu. Godna polecenia.
----------------------------
Lideria.pl
księgarnia mająca w ofercie prawie wszystko z szeroko pojętej kultury, a to, co ma – taniej niż gdzie indziej. Książki, filmy, muzyka, nawet zabawki. Żeby to wszystko przejrzeć – życia nie starczy. Studentom polecam szczególnie podręczniki akademickie – jest ich dużo.



wtorek, 16 września 2008

Komentarz do bieżącej sytuacji na rynkach finansowych

bieżąca sytuacja na rynkach
dzieje się, oj dzieje! Od wczoraj na giełdach same wstrząsy... Wypadło już kilka trupów z szafy, ze słynnym Lehman Brothers na czele. Od pewnego czasu Piotr Kuczyński (Xelion) biadoli nad upadkiem ładu neoliberalnego, a wraz z nim zastępy domorosłych speców od ekonomii, którzy pragną nowego New Deal'u, rozprawy z liberalizmem.
No, to teraz ja coś powiem, chociaż wszystkich rozumów nie pozjadałem. Ale każdy kto miał do czynienia z teorią bankowości wie co to kreacja pieniądza i system fiducjarny. Otóż, moja teza brzmi (w oparciu o tzw. szkołę austriacką), iż obecny kryzys jest skutkiem nie liberalizmu gospodarczego, a właśnie socjalizmu, który najpierw wprowadził system fiducjarny, a więc urzędowe psucie pieniądza, później zaś prowadził w jego ramach nieumiejętną politykę monetarną (Mr Greenspan udaje teraz Greka), która doprowadziła do kryzysu subprime. Jednym słowem, kryzys kryzysem nie jest, tylko konsekwencją.
Ale wracając do kreacji pieniądza w ramach systemu fiducjarnego, bardzo pięknie rzecz przedstawił pewien forumowicz serwisu parkiet.com - Adixk, pisząc:
Tego "kapitału" nigdy nie było. To wirtualne pieniądze, będące pożyczane wielokrotnie na lewar kilkusetprocentowy.
Mechanizm jest bardzo prosty.

W Polsce system bankowy pozwala bankom pożyczyć na zabezpieczenie 8%. Czyli bank mając 8k zł może udzielić kredytu na 100k. Pojawia się na rynku 92 tys zł. Klient odsetki spłaca już realne.
Potem ktoś kto dostanie tą kasę do ręki od pożyczkodawcy (np. zbywca mieszkania) wkłada tą kasę do banku innego, i ten inny bank może potraktować tą "lokatę" jako zabezpieczenie 8% pod inną pożyczkę, tym razem już na ... ponad 1mln zł. Wirtualne pieniądze. Dopóki ludzie jednak nie wycofują masowo aktywów to się trzyma kupy, ale w momencie gdy odsetki będą tak uciążliwe, że nie dadzą się spłacić zacznie się gra w domino...
Nasi starsi bracia w wierze wymyślili ten system na bazie doświadczeń w Wenecji i depozytów dla krzyżowców.
Autor myli się tylko w tym, że przypisuje stworzenie mechanizmu Żydom, a nie Wenecjanom.
Reasumując - zachęcam każdego do zapoznania się z tym tematem (zrozumiałym nawet dla laików) bliżej, co pozwoli w przyszłości także na dokonywanie dobrych decyzji politycznych. Wiedzy nigdy za wiele. Polecane lektury na ten temat, to klasyczne pozycje Ludwiga von Misesa:
wnioski dla inwestora
Jakie płyną stąd wnioski dla inwestorów, bądź tych, którzy inwestorami zostać planują? Warren Buffet mawia tak: Kupuj, gdy leje się krew. Od siebie tylko dodam, że najlepsze inwestycje rozpoczyna się w głębokiej bessie... Pesymistyczna prognoza na najbliższe dwa lata? Parę trupów z szafy, może jeszcze jedna panika, długi trend boczny (tzw. uklepywanie dna) i powrót do wzrostów.
Co w tym czasie robić? Zajmować pozycję, czyli skupować z wolna papiery wartościowe, do czego najlepszym rozwiązaniem jest albo dobra polisa inwestycyjna (nie chcę się chwalić, ale prywatnie mogę polecić obecnie najlepszą na rynku...), albo rejestr w Supermarkecie Funduszy Inwestycyjnych mBanku. No, albo samodzielne skupowanie przez rachunek maklerski. Czwartej opcji nie widzę.
jak oszczędnie kupować książki?
na jutro Pogadanki planują wpisik, nad którym zamyślały już od dawna... ale dopiero teraz go zrealizują! Dotyczy tego, jak oszczędnie kupować książki. Jako, że same Pogadanki tracą wzrok przy drukowanych literkach bardzo namiętnie, wypracowały pewną umiejętność tańszego ich nabywania.


niedziela, 14 września 2008

[Pogadanka nr 7] Od czego zacząć inwestowanie? cz. 1

0. Wprowadzenie
W dzisiejszej Pogadance dowiesz się tego, w jaki sposób rozpocząć inwestowanie. Jak już napisaliśmy w poprzednich artykułach – inwestowanie, najogólniej rzecz ujmując, polega na takim używaniu pieniędzy, by dobra za nie zakupione sprzedawać drożej, niż się kupiło (na tyle, by było to bardziej opłacalne od trzymania ich na depozycie w banku). Jeśli chodzi o skutki duchowe dla samego inwestora – bronimy się przed chciwością i nieumiarkowanym przywiązaniem do dóbr ziemskich.


1. Przygotowanie
Wiesz to już doskonale, ale pozwolę sobie tę zasadę przypomnieć – wszystko, co robisz, powinno być w jak największym stopniu doskonałe, ponieważ masz zamiar ofiarować to Bogu. Żeby dzieło było doskonałe, musi być dobrze przygotowane – wyjątki od tej reguły zdarzają się rzadko. Jednym słowem – inwestując swoje pieniądze (a de facto – pieniądze, które Bóg powierzył w Twój zarząd), powinieneś robić to jak najlepiej, w czym pomocne będzie Ci dobre przygotowanie duchowe i ludzkie.


1.1. Przygotowanie duchowe
Przez przygotowanie duchowe rozumiemy tu formację nadprzyrodzoną potrzebną do tego, by uniknąć, bądź poradzić sobie z zagrożeniami generowanymi przez tę nową aktywność. Szczegółowo pisaliśmy o tym podczas jednej z pierwszych Pogadanek.
Jako przygotowanie duchowe, Pogadanki proponują porządne rekolekcje – tego nigdy za wiele. Być może ktoś mógłby poczuć się zgorszony, gdyby Pogadanki przedstawiły swoje ulubione, toteż zainteresowanych proszą o e-maila. Jeśli jednak jesteś dobrze uformowany, prawdopodobnie wystarczy Ci czy to Msza Święta, nowenna (np. do Ducha Świętego, albo św. Józefa), czy jakaś inna stała modlitwa w intencji najpierw rozeznania Woli Bożej w rozważanych tu kwestiach, później zaś – rozwoju cnót potrzebnych do realizacji tych zamierzeń.
Tak naprawdę nie proponujemy tu nic nowatorskiego – katolik przed podejmowaniem ważnych decyzji zazwyczaj podejmuje podobne działania, jest to więc w pewnym sensie standard.
Aspekt duchowy inwestowania nie kończy się rzecz jasna na etapie początkowym – o jego istnieniu w trakcie realizacji napiszemy w punkcie 2.


1.2. Przygotowanie ludzkie
Przez przygotowanie ludzkie rozumiemy tu zdobycie wiedzy fachowej, które – w kolosalnej liczbie przypadków – jest niezbędnym warunkiem powodzenia inwestycji. Mówi się wprawdzie, że w czasie hossy zarabia każdy... ale prosimy wierzyć Pogadankom, że istnieją tacy inwestorzy, którzy nie zarabiają nigdy. Jest ich nawet dość dużo. W związku z tym – prosimy o liczenie na siebie, zamiast na ślepy los. Ten ostatni potrzebny jest w Totolotku.
Przygotowanie to dzielimy na dwie części – teorię i praktykę. Pierwsza dotyczy zdobywania informacji na temat rynku. Druga zaś, praktyczna – zdobycia informacji na swój temat, która zakłada posiadanie przygotowania ludzkiego w zakresie teorii.


1.2.1. Przygotowanie ludzkie – teoria
W teorii każdy jest mocny, toteż przy doborze środków pomocnych w przygotowaniu ludzkim, należy zachować najwyższą ostrożność. Inwestowanie stało się ostatnio bardzo modne, dlatego namnożyło się na rynku wiele produktów małej wartości, na które pieniędzy po prostu szkoda.
Nie martw się, jeśli poszczególne punkty nie są Twoim zdaniem wystarczająco omówione. Jeśli masz pomysł, jak je poszerzyć – napisz e-maila do Pogadanek. Wiedz jednak, że kolejne pogadanki będą dotyczyły każdego z poszczególnych punktów, wymienionych poniżej. Dzisiejsza zaś stanowi ogólny szkic schematu postępowania, który będzie uzupełniany w najbliższych tygodniach.


1.2.1.1. Książki
Literaturę na temat inwestowania podzieliłbym na trzy kategorie, które wymieniam i omawiam poniżej:

a/ lit. propedeutyczna – to ta, która dopiero wprowadza Cię do zagadnień związanych z inwestowaniem, zaznajamia z podstawowymi terminami, instrumentami, czy zjawiskami. Do tej też zaliczam literaturę motywującą i jej gorsze wydanie – nakręcającą. Na temat tych ostatnich rodzajów pisaliśmy już na Pogadankach wielokrotnie. Najogólniej rzecz ujmując, mówi ona o tym, co i w jaki sposób możesz sprzedawać drożej niż kupiłeś.

Jako przykłady mogą posłużyć następujące książki:

Inteligentne inwestowanie

Fundusze inwestycyjne w praktyce

Praktyczny poradnik dla poczatkujacych inwestorow

Bogaty ojciec. Biedny ojciec

Trzy pierwsze pochodzą z wydawnictwa Złote Myśli, które do końca września, w ramach promocji wrześniowy zysk umożliwia zakupy z 50% zniżką. Jeśli myślałeś kiedyś o ich e-bookach, lub wersjach drukowanych, chyba najwyższy czas kupować...

b/ lit. właściwa – jest to zazwyczaj literatura tworzona przez zachodnich autorów (polski rynek kapitałowy jest bowiem dość młody), która zapoznaje Cię z makroekonomicznymi aspektami inwestowania oraz podaje ogólne strategie poruszania się po rynku. Najogólniej rzecz ujmując, mówi ona o tym, jak rozpoznać czas, w którym dani instrument jest tani i drogi.

Jako przykłady mogą posłużyć następujące książki Grahama i Van Tharp'a:

Inteligentny inwestor. Najlepsza książka o inwestowaniu wartościowym

Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta

c/ lit. specjalistyczna – j.w. - jest to najczęściej literatura tłumaczona z angielskiego. Dotyczy ona wybranych zagadnień szczegółowych inwestowania – poszczególnych metod analizy technicznej, fundamentalnej, czy też psychologii inwestowania. Zajmuje się więc pomocą w tym, by z coraz większą pewnością orzekać kiedy nie będzie drożej (by sprzedać), oraz kiedy nie będzie już taniej (by kupić).

Jako przykłady mogą posłużyć następujące książki:

Komputerowa analiza rynków terminowych
Teoria chaosu a rynki kapitałowe
Podstawy analizy technicznej

W kwestii książek bardzo często sprawdza się zasada, że to co drogie, warte jest swojej ceny.

1.2.1.2. Kursy
Na rynku pojawiły się także kursy dotyczące inwestowania. Najdłużej organizowane są te polecane przez redakcję Parkietu. Poza nimi istnieje dość szeroka oferta mniejszych firm. Dość dużym zainteresowaniem cieszą się te organizowane przez firmę FTS czy - chyba najlepsze na rynku - inwestorgieldowy.com. Pogadanki słyszały także o innych, np. : compentia.pl, nie mogą jednak polecić z czystym sumieniem z tego względu, że same – poza Akademią Tworzenia Kapitału organizowaną przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych – nie brały w nich udziału.

1.2.1.3. Serwisy internetowe
Służą przede wszystkim do pozyskiwania informacji na temat samych instrumentów (akcji, certyfiaktów, jednostek uczestnictwa), jak i ich emitentów. Możemy więc szukać tam depesz, komunikatów, plotek, wykresów, notowań, aktualnych wartości wskaźników fundamentalnych i technicznych. Pogadanki korzystają z następujących:
http://stooq.com/
http://www.parkiet.com/
http://www.gpwinfostrefa.pl/
http://www.bankier.pl/

1.2.1.4. Fora internetowe
Jest to ostatnio dość popularne narzędzie inwestorów – na dodatek najczęściej darmowe. Problem jednak polega na tym, że w związku z anonimowością uczestników, często początkujący inwestor – szczególnie ten, który uwierzył, że da sobie radę na rynku bez porządnej podbudowy teoretycznej (patrz – punkt 1.2.1.1.) - miewa trudności z odróżnieniem głosów rozsądku od zwykłego tzw. naganiania. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie mówimy o dużym problemie, ale Komisja Nadzoru Finansowego wdrożyła już parę postępowań przeciwko naganiaczom, którzy rozsiewali nieprawdziwe plotki na temat spółek giełdowych, które wpływały potem na decyzje podejmowane przez drobnych akcjonariuszy. Jednym słowem – wymagana jest duża ostrożność.
Pogadanki korzystają z forum www.parkiet.com/forum – to, które ma na swojej stronie bankier.pl uchodzi w środowisku za siedlisko bezhołowia (co nie oznacza, że na Parkiecie się ono nie pojawia...).

[...]

-------------------------------

w związku z ogromną objętością, dalsza część Pogadanki nr 7 wyemitowana zostanie w przyszłym tygodniu, żeby Czytelnicy nie zostali przytłoczeni nadmiarem białych literek na ciemnym tle. Póki co, pozwalamy obejrzeć dalszy jej konspekt:

1.2.2. Przygotowanie ludzkie – praktyka
1.2.2.1. Profil inwestora
1.2.2.2. Dobór instrumentów
1.2.2.3. Zasady działania
2. Realizacja
2.1. Przestrzeganie zasad
2.2. Obserwacja
2.3. Ciągły rozwój
2.4. Zapewnij sobie dochód

ciąg dalszy - http://pogadanki-inwestorskie.blogspot.com/2008/09/pogadanka-nr-7-od-czego-zacz_21.html

oraz zachęcamy do zajrzenia do chomika Pogadanek Inwestorskich, którego banner znajduje się poniżej.



niedziela, 7 września 2008

Lokaty strukturyzowane?

a co to?
w związku z tym, że Pogadanki Inwestorskie wyjeżdżają jutro na tydzień w góry, postanowiły popuścić sobie pasa i zamiast pogadanki na temat tego, jak zacząć inwestowanie polecić po pierwsze Czytelnikom pewną specjalistyczną księgarnię dla inwestorów, która sprzedaje książki z pierwszej światowej półki, oraz artykuł na temat lokat strukturyzowanych, które w Pogadankach już się przewijały...
Panie i Panowie - oto maklerska.pl!
znalazłem ją po długich poszukiwaniach miejsca, w którym znajdę najbardziej znane książki na temat inwestowania! Szukałem książek Grahama, van Tharpa... i znalazłem! Polecam z całego inwestorskiego serca:

www.maklerska.pl

Poza tym rzecz jasna wydawnictwo Złote Myśli, którego wiele publikacji ma charakter propedeutyczny. Do końca września trwa tam promocja Wrześniowy zysk, dzięki której kupiłem tam już swoją wymarzoną książkę - tę o inwestowaniu w monety. Promocja polega z grubsza na tym, że książki nabywa się de facto za 50% wartości.

Więcej informacji tutaj: http://www.zlotemysli.pl/ekonomiczna,1/wrzesniowyzysk.html

Lokaty strukturyzowane lepsze od funduszy inwestycyjnych?

Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane

Lokaty strukturyzowane nie są konkurencją wyłącznie dla depozytów bankowych ale przede wszystkim dla funduszy inwestycyjnych. "Struktury" mogą mieć znacznie większy potencjał zysku i to nie tylko w trakcie wzrostów na giełdzie. Co więcej, w polskich warunkach zyski z takich inwestycji mogą być dodatkowo zwolnione z podatku Belki.


Większość banków oferuje swoim klientom fundusze inwestycyjne oraz mniej lub bardziej typowe depozyty. Oczywiście bardziej zyskowne z punktu widzenia poziomu prowizji dla banku są fundusze - bank inkasuje opłatę dystrybucyjną oraz większą część opłaty za zarządzanie. Znacznie mniej rentowne - dla banków, ale też dla klientów - są zwykłe lokaty, na których nadal Polacy trzymają połowę swoich oszczędności. Nie wszyscy klienci skłonni są przenieść pieniądze do funduszy akcji czy stabilnego wzrostu - głównie z uwagi na swoją niską skłonność do ryzyka. W efekcie banki coraz częściej wprowadzają produkty strukturyzowane jako coś w rodzaju "lokaty bankowej z dopalaczem". Inwestorzy chętnie zamieniają "pewne 4 proc. rocznie" na "możliwe do osiągnięcia 10 proc. przy gwarancji zachowania kapitału".


Jeden z banków pochwalił sie ostatnio wynikami swojej 2-letniej lokaty strukturyzowanej - przyniosła 12 proc. zysku, a więc ok. 6 proc. rocznie. To oczywiście nieco więcej niż na zwykłej lokacie bankowej. Warto jednak dodać, że lokata opierała się o rynek akcji, a dokładnie o indeksy akcji europejskich, japońskich i amerykańskich. Ostatnie 2 lata to - mimo wakacyjnej przerwy - okres wzrostów na giełdach. W przypadku tej lokaty udział we wzroście indeksów był okrojony w efekcie klienci uzyskali rentowność na poziomie nieco wyższym niż na zwykłym depozycie. Mówiąc obrazowo: bank zainstalował silnik ferrari w dużym fiacie, a następnie pochwalił się zwycięstwem w rajdzie "weteranów szos".


Lokaty strukturyzowane nie potrzebują taryfy ulgowej jaką jest zestawianie ich z depozytami bankowymi. Pod warunkiem oczywiście, że zostaną dobrze skonstruowane, a klienci uzyskają pełną informację, a nie tylko przekaz o "lokacie z dopalaczem". Dla przykładu, inwestycja w akcje powinna mieć horyzont 4-5 letni. I takie właśnie "struktury" można opierać na giełdowych indeksach akcji. Nie trzeba wówczas obcinać udziału inwestora we wzroście akcji - może on zarobić tyle ile zyska np. WIG20 czy S&P 500. Być może nie uda się wówczas utrzymać pełnej gwarancji kapitału, a jedynie np. 90-procentową (maksymalna strata wówczas to 10 proc.). Czy mimo to nie jest to jednak rozwiązanie lepsze od funduszu akcji? Taki fundusz co roku obciąża aktywa opłatą za zarządzanie co utrudnia mu pokonanie indeksu giełdowego. Dodatkowo fundusz - nawet najbardziej agresywny - musi utrzymywać część swoich aktywów w płynnych ale mało zyskownych bonach skarbowych czy obligacjach. Jest to konieczne do realizacji bieżących wypłat na rzecz
klientów. W przypadku "struktury" mamy proste uzależnienie wyniku od indeksu giełdowego. Może to być zależność 1:1 ale - przy odpowiedniej konstrukcji produktu - możemy także zarabiać np. 1,5-krotność wzrostu indeksu. Nie ponosimy również ryzyka, że osoba zarządzająca naszymi pieniędzmi błędnie oceni sytuację na rynku i np. kupi akcje, które nie wzrosną. A to dlatego że w "strukturach" takiej osoby po prostu nie ma i być nie musi.


Wśród inwestorów pokutuje też przekonanie, że inwestycja w lokatę strukturyzowaną oznacza zamrożenie pieniędzy na określony czas. Nic bardziej mylnego. Lokaty strukturyzowane mogą i powinny być inwestycją płynną. Nie ma żadnych obiektywnych powodów, by klient nie mógł wycofać swoich środków po aktualnej rynkowej wartości lokaty. W praktyce oznacza to bowiem konieczność wyceny wartość obligacji oraz opcji, z których taka lokata najczęściej się składa. Jest wówczas szansa na realizacją zysku przed zakończeniem inwestycji. Praktyka jest jednak często inna - instytucje finansowe chętnie odbierają klientom możliwość decydowania o swoich pieniądzach w trakcie trwania lokaty. Skoro klienci są przyzwyczajeni do zamrażania środków na depozytach czemu nie mieliby się na to zgodzić ponownie, gdy jest szansa na wyższy zysk? Jest to więc wykorzystywanie niewiedzy klientów, którzy powinni się domagać płynności strukturyzowanych inwestycji.


"Struktury" mogą z powodzeniem konkurować z funduszami. Można jednak przytoczyć kilka dodatkowych argumentów na poparcie tezy, że lokaty strukturyzowane mają nad funduszami przewagę.



1. Większe możliwości inwestycyjne.
Fundusze są najczęściej lepszym lub gorszym odbiciem indeksów giełdowych ewentualnie mieszanką indeksów i papierów dłużnych. Na większości tych indeksów można opierać lokaty strukturyzowane (na zasadach opisanych powyżej). Bogactwo rozwiązań inwestycyjnych w przypadku struktur jest jednak znacznie większe. Może to być na przykład możliwość zarabiania na spadkach cen akcji (w sposób automatyczny i bezpośredni a nie "hipotetyczny", gdy zarządzający funduszem uzna, że "już czas") czy też oparcia wyniku lokaty o instrumenty niedostępne dla inwestora na danym rynku. Dobrym przykładem jest złoto. Ceny złota rosną dynamicznie od kilkunastu miesięcy, a systematycznie od dobrych kilku lat. Sęk w tym, że niewielu inwestorów faktycznie na tym zyskało - złoto notowane jest w dolarach, a kurs amerykańskiej waluty do złotego systematycznie spada niwelując znaczną część zysków ze wzrostu ceny złota. Dodatkowo, dostępność instrumentów pozwalających zarabiać na złocie jest niewielka -
można je znaleźć w kilku biurach maklerskich. "Złote" fundusze inwestycyjne opierają najczęściej na akcjach firm związanych z wydobyciem złota, a nie bezpośrednio na samym kruszcu. Tymczasem na złocie można bez większych problemów oprzeć lokatę strukturyzowaną. Co ważne, może to być lokata w złotówkach. W takiej sytuacji nie interesuje nas ryzyko kursowe, a jedynie procentowe zmiany ceny złota. Możliwości inwestycyjnych jest mnóstwo. Pod względem wykorzystania potencjalnych rozwiązań polski rynek nie odbiega już znacząco od rynków Europy Zachodniej - zagraniczne banki specjalizujące się w "strukturach" takie jak Deutsche Bank , BNP Paribas, czy Societe Generale są u nas bardzo aktywne i promują swoje zaawansowane rozwiązania. Problemem może być tylko ich praktyczne wykorzystanie przez polskich dystrybutorów. A dla nich punktem odniesienia jest poziom prowizji, którą da się zarobić oraz konieczność dopasowania się do preferencji "przeciętnego klienta", który - zdaniem wielu banków - potrzebuje "lokaty
z dopalaczem". Najlepszą "strukturą" jest zatem taka lokata, która z jednej strony pozwoli dystrybutorowi dużo zarobić, a z drugiej dopasuje się do aktualnie panującej "mody inwestycyjnej".


2. Potencjalnie niższe koszty.
Lokata strukturyzowana to automat - tworzy się tylko raz i w tym momencie wiemy już w jaki sposób będzie policzony zysk na koniec inwestycji. Niewiadomą jest tylko zachowanie rynku finansowego i aktywów, na których produkt jest oparty. Nie ma ryzyka związanego z podejmowaniem decyzji przez zarządzającego jak to bywa w funduszach inwestycyjnych. To sprawia, że taka lokata może i powinna być obarczona znacznie niższymi prowizjami niż aktywnie zarządzany fundusz inwestycyjny. I w praktyce najczęściej tak jest. Nawet w polskich warunkach łączne koszty w większości lokat strukturyzowanych są znacznie niższe niż w funduszach. Problem w tym, że koszty te nie są otwarcie prezentowane klientom. To budzi podejrzenia inwestorów, a dla części instytucji jest pretekstem do naliczenia zdecydowanie zbyt wysokich marż. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by np. 5-letnia lokata strukturyzowana obarczona była łącznym kosztem za dystrybucję rzędu 5 proc. podczas, gdy w tym samym czasie fundusz
akcji może pobrać np. 25 proc. (opłata dystrybucyjna, za zarządzanie).


3. Brak podatku Belki.
Lokaty strukturyzowane często oferowane są w Polsce w "opakowaniu" ubezpieczeniowym. W takiej sytuacji środki wpłacane przez klienta to składka, a ewentualny zysk to część świadczenia ubezpieczeniowego, które jest wolne od podatku. Klienci przyzwyczajeni są do innego typu polis - oferowanych przez firmy takiej jak Aegon czy Skandia "supermarketów" funduszy inwestycyjnych opakowanych w ubezpieczenie. W tym przypadku mamy do czynienia z tzw. ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi (UFK), które są opodatkowane na podobnej zasadzie jak zwykłe fundusze inwestycyjne. W "strukturach" wykorzystywana jest inna forma ubezpieczenia - nie mamy tutaj do czynienie z UFK, a zysk z inwestycji obliczany jest według z góry ustalonego wzoru. Być może w najbliższym czasie podatek Belki zostanie zniesiony. Nie oznacza to oczywiście końca lokat strukturyzowanych. Poza polisą na życie mogą one być przecież oferowane w formie lokat bankowych, obligacji notowanych na giełdzie czy zamkniętych funduszy
inwestycyjnych. "Opakowań" jest wiele, znacznie ważniejsza zawartość, a ta obroni sie także przy braku przywilejów podatkowych - tak jest na większości rozwiniętych rynków finansowych. Liczy się bowiem koszt "opakowania" i korzyści z niego płynące.


W lokatach strukturyzowanych tkwi ogromny potencjał, który może być wykorzystany z korzyścią dla klientów. Produkty te są efektem ewolucji rynku finansowego i pod wieloma względami przewyższają rozwiązania "poprzedniej generacji". Najważniejsze jest jednak to, by instytucje finansowe dojrzały do tego, by wykorzystać wszystkie dostępne możliwości z pożytkiem dla inwestorów. Świadomy, a w efekcie również zadowolony inwestor w dłuższej perspektywie stanie się lepszym źródłem dochodu aniżeli rozgoryczony i ostatecznie nieufny klient jednorazowo wykorzystany przez dystrybutora produktów finansowych. Warto zatem przypomnieć powiedzenie "czas to pieniądz" jakże aktualne w relacjach klient - instytucja finansowa.

autorem jest:
Maciej Kossowski, Wealth Solutions - Lokaty strukturyzowane



sobota, 30 sierpnia 2008

[Pogadanka nr 6]: Etyczne inwestowanie

0. Wprowadzenie

w dzisiejszej Pogadance dowiesz się nieco więcej o tym, jak inwestować zgodnie z sumieniem. Wprawdzie najpierw może powinniśmy zająć się tematem Jak zacząć inwestowanie?, ale z uwagi na obszerność tego tematu, Pogadanki zdecydowały zmienić kolejność. Sądzą także, że Czytelnicy mogą być już nieco znudzeni tą ciągłą propedeutyką i chcieliby już zacząć słuchać bajek o funduszach, strukturach, kontraktach terminowych, etc. Chcą? Niech mają choć trochę!

1. Co to jest inwestowanie?

no właśnie... Być może nie wszyscy pamiętają, ale pisałem o tym w Pogadance nr 4 - przypomnijmy:

(...) oszczędzanie będące równocześnie wydatkiem polega na puszczeniu pieniądza w obieg (tak jak zrobili to dwaj dobrzy słudzy z przypowieści). Proste założenie bezpłatnego bezpłatnego konta, lokaty, bądź otwarcie rejestru na funduszu inwestycyjnym, czy zakup polisy inwestycyjnej, czy wreszcie otwarcie rachunku w domu maklerskim - to wszystko nie jest "nieuprawnioną akumulacją". Dlaczego? Dlatego, że w ten sposób oszczędzając dajesz możliwość użycia własnych pieniędzy dla lepszych lub gorszych celów.

Jeśli zakładasz konto lub lokatę - pożyczasz swoje pieniądze bankowi, a on wykorzysta je na akcję kredytową. Dzięki kredytowi powstanie być może jakaś innowacyjna firma, albo ktoś kupi nieruchomość, o której marzył. Ty nic nie tracisz (chyba, że upadnie bank - ryzyko jest zawsze, np. twój słoik może być dziurawy a pieniądze może zjeść pleśń), a pieniądze mogą być dobrze wykorzystane.

Jeśli inwestujesz w papiery wartościowe czy to za pomocą rachunku maklerskiego, czy przez fundusze inwestycyjne (TFI) - wówczas inwestujesz w rozwój emitentów, czyli firm odsprzedających trochę siebie najczęściej po to, by móc sfinansować jakieś nowe przedsięwzięcie. Bez Twoich pieniędzy nie byliby w stanie tego zrobić... (...)

2. Przygotuj się dobrze...

do inwestowania - tak, jak do każdej czynności - należy się dobrze przygotować (o czym napiszę za tydzień). Przemawiają za tym różnorakie racje, z których dwie wyjątkowo ważne.

Po pierwsze poczucie odpowiedzialności względem Boga - tak, jak każdą czynność, tak i tę, musisz prowadzić tak doskonale, jak na to pozwalają okoliczności. Nie oznacza to bynajmniej tego, żebyś zwlekał z podjęciem akcji w nieskończoność. Przeczekał jedną hossę, potem bessę, a potem kolejny cykl. To byłaby po prostu małoduszność - nie roztropność. Doskonale, to znaczy mężnie i roztropnie. O ile męstwo, to po prostu cnota, o którą powinieneś się modlić i w niej ćwiczyć (w tym najlepiej pomoże Ci literatura ascetyczna), o tyle roztropności najlepiej nabyć w oparciu o rzetelną wiedzę (mam na myśli coś innego od tego, o czym mówi pos. Senyszynowa podczas swoich tyrad o tzw. edukacji seksualnej). Wiedzę zaś zdobędziesz z dobrych książek (polecam Ci ich dużo na lewym menu - zwróc też uwagę na Książkę miesiąca) i osobistych kontaktów z większymi i mniejszymi mistrzami. Wszystko to, by nie tracić powierzonego nam przez Boga czasui zdolności na to, by ofiarować Mu ostatecznie dzieło wątpliwej jakości...

Twój profesjonalizm musi też wynikać z poczucia odpowiedzialności wobec bliźnich - z jednej strony chodzi o Twoją rodzinę, na którą musisz mieć wzgląd podejmując odpowiednie ryzyko, z drugiej, chodzi o skutki Twoich inwestycji dla szerszego grona ludzi...

3. Nie wspierać złego

...o co chodzi? Jak, już napisałem w Pogadance nr 4 - inwestując w papiery wartościowe emitowane przez firmy (albo i Państwo), po prostu finansujesz ich rozwój z nadzieją na to, że podzielą się z Tobą zyskiem w formie dywidendy, albo wartość tych papierów wzrośnie i sprzedasz je z zyskiem. Mowa tu przede wszystkim o rynku pierwotnym - tj. o sytuacji, gdy kupujesz papiery bezpośrednio od emitenta. Jeśli emisję akcji (czyli tak naprawdę poszukiwanie chętnych do finansowania przedsięwzięć firmy) przeprowadza firma produkująca środki wczesnoporonne... jako katolik, powinieneś powiedzieć: Dziękuję, nie skorzystam. Nie stwarzając popytu, stwarzasz firmie problem ze znalezieniem środków na finansowanie rozwoju.

Czy rzecz ma się inaczej na rynku wtórnym, tj. gdy papiery wartościowe odkupujesz od kogoś, kto kupił je albo od emitenta, albo od wcześniejszego posiadacza, który kupił je... itd.? Nie do końca. Z jednej bowiem strony, kupno akcji jakiejkolwiek firmy na jakikolwiek czas na rynku wtórnym, nie daje jej żadnego zysku. Ty kupujesz, cena rośnie - zamykasz pozycję (sprzedajesz). I już. Oni dostali pieniądze podczas emisji, gdy ktoś te akacje kupił, Ty zaś masz okazję do zarabiania na wzroście kursu.

Można by jednak zapytać, czy już samo to, że jest popyt na akcje firmy na rynku wtórnym nie jest dla niej pozytywnym sygnałem? Albo pozytywnym sygnałem dla innych inwestorów? Być może... ale kto normalny podejmuje decyzję o wejściu w emisję akcji nowej serii w oparciu o to, że spółka jest płynna (czyli handel jej akcjami jest natężony)... Jeśli spółka będzie przynosiła straty, to choćby była płynna - nikt nie powienien się nią interesować.

3.1. co z tego wynika?

przede wszystkim to, że należy wystrzegać się zakupów akcji spółek, których działalność naszym zdaniem jest szkodliwa. Jak to zrobić? Jest kilka sposobów przesiewu.

3.2. konto, bądź rachunek maklerski

zakładaj w banku konto oszczędnościowe albo lokatę (z uporem maniaka polecam mBank...) - Twój kapitał pójdzie na akcję kredytową. Nie masz wprawdzie dużej pewności, czy przypadkiem firmy, których rozwoju wspierać nie chcesz, nie mają przypadkiem w Twoim banku linii kredytowych... ale możesz to sprawdzić. W mBanku raczej na pewno nie mają... no, chyba że jakieś małe seksszopy.

Drugi sposób - załóż sobie rachunek maklerski (teraz wiesz dlaczego polecam mBank - mając tam konto, za darmo tworzysz i podpinasz rachunek e-Makler, nie musząc latać po kilku oddziałach, jak to jest gdzie indziej) - inwestując samodzielnie, sam wybierasz spółki, których akcje kupujesz. To jest sposób najpewniejszy. Pytanie tylko o kompetencje Zarządzającego...

3.3. Etyczne fundusze

na rynku dostępne są też tzw. etyczne fundusze . Są to fundusze inwestycyjne, które w prospektach emisyjnych zastrzegają, w które sektory gospodarki nie inwestują (np. zbrojeniówka). W Polsce jak na razie fundusze takie ma TFI SKOK (póki co, ogłosiło zamiar) oraz Robeco (jest obecne w Polsce, ale ich funduszu etycznego chyba u nas nie sprzedają). Jednym słowem - albo poczekasz na SKOK TFI, albo masz dostęp do zagranicznych funduszy etycznych i skorzystasz z ich oferty.

3.4. wybór sektora

inwestując - zarówno samodzielnie, poprzez rachunek maklerski, albo poprzez TFI (Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych) - możesz wybrać sektory w które chcesz inwestować. O ile w przypadku samodzielnej inwestycji jest to oczywiste, o tyle w przypadku TFI polega na wybraniu funduszu sektorowego, tj. np. inwestującego tylko w spółki budowlane. To do niedawna najpopularniejszy typ.

Możesz to zrobić albo wiążąc się z jednym Towarzystwem, albo korzystając z oferty instytucji, które dają Ci możliwość inwestowania w fundusze wielu towarzystw w jednym miejscu. Tu znów muszę polecić mBank i jego wspaniały Supermarket Funduszy Inwestycyjnych. Na drugim miejscu polecam polisy inwestycyjne, które skonstruowane są jak ubezpieczenia (chodzi o uniknięcie płacenia 19% podatku Belki od zysków każdego roku) i oferują w jednym miejscu niekiedy setki funduszy. Wybierasz sobie sektorowe, które Ci pasują... i jesteś zadowolony.

Dotychczas polecałbym Skandię (którą zresztą sam mam), ale po zapoznaniu się z ofertą Generali, stwierdzam, że to jest najlepszy produkt tego typu (chodzi głównie o opłaty za zarządzanie i dostępne fundusze). Jest on jak dotąd mało rozreklamowany, ale znam firmę, która ma w ofercie tę polisę. Mogę dać namiar mailem (mail do mnie wisi na lewym menu).

3.5. ostrożnie z sektorami...

pojawiły się na rynku oferty produktów inwestujących w sektory niemoralne (np. lokata strukturyzowana Las Vegas stworzona przez firmę Wealth Solutions). Dlaczego? Cóż... po grzechu pierworodnym największy i nie słabnący popyt jest na zło (alkohol, zbrojeniówka, hazard, pornografia). W związku z tym zyski firm z tego sektora są w miarę stabilne... ba! stabilnie rosną.

Na tym nie koniec. Ostatnio stały się też modne inwestycje na rynku żywności (lokaty strukturyzowane i fundusze inwestujące np. w kontrakty na pszenicę, soję, etc.). Tak to już jest, że w czasie suszy, czy klęsk żywiołowych towary rzadkie nabierają wartości. Nie ma nic złego w tym, że sprzedawca sprzedaje chleb drożej w czasie powodzi - gdyby zachował cenę sprzed powodzi, przyszłaby jedna osoba i kupiła cały zapas. Jeśli cena jest wyższa - i pożywią się wszyscy, i chleb będzie oszczędniej spożywany. Albo w tym, że podczas trzęsienia ziemi, cena pokoju w nienaruszonym hotelu kosmicznie rośnie - gdyby trwały ceny sprzed katastrofy przyszłaby rodzinka i kupiła każdemu z członków po pokoju (po co się gnieździć?). W takim razie, kupią jeden mały na pięć osób, dzięki czemu w całym hotelu przenocuje o wiele więcej osób (to zresztą klasyczny przykład na to, że rynek poprzez uwolnienie ceny reguluje racjonalność spożycia dóbr).

Złe jest natomiast korzystanie z okazji i kupowanie na tym terenie ogromnych ilości chleba, bez żadnej potrzeby, po to tylko, by jego cena wzrosła. Tak było teraz, gdy na świecie obserwowaliśmy kiepskie zbiory, a ludzie rzucali się na kontrakty na żywność. Owszem, zyski były duże, ale kosztem głodu innych. Zastanów się zanim zainwestujesz.

4. Zakończenie

wiesz już czego się wystrzegać, by swoimi inwestycjami nie szkodzić. Za tydzień dowiesz się jak inwestowanie zacząć. Być może dziwi Cię to, że w środku bessy ktokolwiek ma odwagę wychylać się z czym innym, niż konto, lokata, ew. lokata strukturyzowana, w czasie, gdy już od pani z kiosku dowiedziałeś się, że do bani są te fundusze wszystkie złodziejskie, co to jej 40% ukradły...

Jest w tym duży sens, który wyjawię Ci szczegółowo za tydzień. Teraz tylko przypomnę jedną z giełdowych zasad: Kupuj, gdy leje się krew.



czwartek, 28 sierpnia 2008

[28 VIII 2008] Ciekawe ciekawostki...

książki, książki...
Pogadanki Inwestorskie dostały dziś maila od Wydawnictwa Złote Myśli. Napisano w nim, że do 6 września trwa specjalna promocja - polegająca na tym, że dwa motywujące e-booki dostaje się po psiej cenie, a do tego jeszcze dwa kolejne gratis. Pogadanki zaciekawione weszły... rozejrzały się po stronie... i mówią, co następuje - bo twierdzą, że temat jest ważny.
wybierz sukces
Rzeczoną stronę znaleźć można łatwo: Wybierz Sukces. Po wejściu, słyszymy i widzimy Sebastiana Schabowskiego, który opowiada nam cuda na kiju o tym, jakimi milionerami stać się możemy, jeśli kupimy te książki... Brzmi i wygląda to trochę kiczowato, ale Pogadanki postanowiły sprawę zbadać i obejrzały także filmiki biograficzne autorów obu e-booków. Czasem uśmiechały się pod nosem, czasem prychały ze śmiechu... zresztą spróbujcie sami.
pytanie
pytanie, które się nasuwa, brzmi: i co z tym zrobić? Kupować, czy nie kupować? Pogadanki z natury są zadziorne i chętnie by sprawę skwitowały jakimś rubasznym żartem, ale tym razem doszły do odmiennego wniosku. Otóż, jak już na tych łamach było napisane, istnieje pewien typ literatury motywującej, którą tu nazywamy nakręcającą. Pionierami w tej dziedzinie są Brian Tracy, Robert Kiyosaki i inni. Promocja dotyczy - jak się okazało po przesłuchaniu filmów na temat autorów - e-booków napisanych przez polskich wychowanków tych tuzów (dochodzi jeszcze do tej plejady paru innych). Pogadanki uznały, że to dość ciekawe - obejrzeć sobie twórczość polskich klonów amerykańskich mitycznych pierwowzorów.
Czy jest w tym coś złego? Nie ma, ale może. Otóż, człowiek nieposiadający odpowiedniej formacji (o co chcą zadbać właśnie Pogadanki) po lekturze tego typu książek w 99% przypadków staje się w nieuporządkowany sposób przywiązany do pieniędzy. Staje się chciwy, a to grzech. Kluczem jest odpowiednia formacja - wówczas książki Tracy'ego, Kiyosaki'ego, czy wspomniane na początku e-booki nie są niebezpieczne. Wówczas po prostu motywują.
czy da się inaczej?
można zapytać, czy przypadkiem katolik par excellance nie jest w stanie na gruncie wiary i powołania do świętości dojść do odpowiedniego stopnia motywacji w działaniach ekonomicznych? Z pewnością jest - dzięki Łasce. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nabierać otuchy także poprzez lekturę książek tych, którzy pewną drogę już przeszli. Podobnie, ale niezupełnie, jest z żywotami świętych. Tu jednak, w literaturze motywacyjnej, nie szukamy paradygmatu (wierzę, że daje go doktryna, a być może rozjaśniają Pogadanki) - ale praktycznych, czysto technicznych wskazówek.
Tak, jak inżynier może nie potrzebować do dobrej pracy niczego poza świadomością powołania do świętości (siła pisał na ten temat Patron Pogadanek - św. Josemaria Escriva), ale po obejrzeniu kolejnego budynku zagranicznego kolegi, czy przejrzeniu wyjątkowo dobrego projektu - do własnej pracy zabiera się z nową inspiracją.

no to co - polecacie? Polecamy!

w związku z tym - z zaznaczeniem wagi formacji - Pogadanki Inwestorskie oficjalnie udzielają Warunkowego Pogadankowego Imprimatur pozycjom takim, jak:

















i wielu innym, które jeszcze zostaną tu omówione. Wiedzą bowiem Pogadanki jak nikt (a powiedzą jeszcze o tym przy innej okazji), że największą przeszkodą w aktywności ekonomicznej są dla ludzi... oni sami. Jak zresztą w każdej dziedzinie - doktryna o grzechu pierworodnym także na tym polu znajduje smutne potwierdzenie.
zaś w najbliższą sobotę...
najprawdopodobniej nowa Pogadanka - tym razem zaczynamy temat-rzekę: inwestycje...



środa, 27 sierpnia 2008

[27 VIII 2008] Pogadanki Inwestorskie uprzejmie donoszą...

...że założyły sobie chomika!

Będzie on reklamowany pod każdym postem, wraz z doładowaniami do kart prepaidowych z mBanku. Znajdą się w nim darmowe e-booki o tematyce e-biznesowo/inwestycyjnej, które udało się Pogadankom wycyganić i udostępnić Czytelnikom Pogadanek. Jak na razie trzy - ich liczba będzie sukcesywnie rosła.

poza tym proszą...

...o docenienie samych siebie dotacją. Jak wiadomo, każda rzecz - aby powstać - potrzebuje by koszt jej powstania został poniesiony, także Pogadanki Inwestorskie. W związku z tym, Pogadanki zachęcają do zastanowienia się w jaki sposób każdy z Czytelników chciałby je wesprzeć. Sposobów jest wiele:

- przede wszystkim popularyzowanie tej strony

- po drugie, poprzez korzystanie z usług, które Pogadanki udostępniają - np. kupna za ich pośrednictwem publikacji, doładowania telefonu, założenia konta, etc.

- po trzecie zaś dotacją bezpośrednią - przez PayPal lub zwykły przelew. Proszę się nie bać, to nic strasznego - wynagrodzić czyjś trud, jeśli uznamy, że jest wart robotnik swej zapłaty. Nie trzeba tu gigantycznych sum - Pogadanki będą naprawdę bardzo zadowolone, jeśli choć jedna osoba postanowi sobie, że regularnie co miesiąc przeleje 5,0 zł na ich konto! Przelew internetowy jest zazwyczaj darmowy, a 5 zł miesięcznie... znacznie więcej wydaje się na gazety. Pogadanki zachęcają do przezwyciężenia właściwego Polakom skąpstwa.

Wszystkie dotacje zostaną odnotowane na blogu i zostaną w całości przeznaczone na inwestycje (których stan już niedługo obrazować będzie Krzywa Kapitału Pogadanek Inwestorskich umiejscowiona w lewym pasku).

odbiorca: Maciej Gnyszka

adres: gnychen@poczta.onet.pl

numer konta: 25 1050 1025 1000 0022 9777 1723

tytuł: pogadanki inwestorskie



wtorek, 19 sierpnia 2008

[Pogadanka nr 5]: Etyczne aspekty finansowania konsumpcji

0. Wprowadzenie
W poprzedniej pogadance rozważaliśmy to, co można zrobić z pieniędzmi, które zarabiasz. Jak pamiętasz, możesz przeznaczyć je na konsumpcję, oszczędzanie lub inwestowanie – poznałeś też niektóre zagrożenia, jakie czekają Cię na tych terenach. Dziś zapoznasz się bardziej szczegółowo z zagadnieniem finansowania konsumpcji.

1. Kryteria dobrego wydawania pieniędzy na konsumpcję
Jak wiadomo, każdą rzecz można wykonać lepiej, lub gorzej – z punktu widzenia kryterium, które obierzesz. Twoje kryterium, jako katolika, jest szerokie – osiągnięcie jak największego dobra dotyczy nie tylko sfery materialnej, jak i duchowej.

Przez sferę duchową rozumiem tu nie tylko sferę psychiczną, emocjonalną, ale i tę związaną ze zbawieniem. Pamiętaj, że większość tego, co robisz – ze względu na intencję, sposób wdrożenia oraz skutek, podlega ocenie moralnej – może być rozpatrywane jako grzech albo dobry uczynek.
Jeśli więc mówimy o dobrym finansowaniu konsumpcji – mamy tu na myśli dobre właśnie ze względu na to szerokie kryterium.

2. Obowiązek dobrego wydawania pieniędzy
Zacznijmy od tego, że masz obowiązek być coraz lepszy w każdej dziedzinie swojego działania – jeśli czytasz Pogadanki Inwestorskie regularnie, na pewno rzuciło Ci się w oczy to, że wspominam o tym przy każdej okazji. Nie wynika to bynajmniej z mojej chorej ambicji, czy perfekcjonizmu, ale ze świadomości tego, po co mamy życie.

2.1. Co to znaczy?
Na pewno pamiętasz przypowieść o talentach, czy minach – w innym tłumaczeniu. Także Ty jesteś sługą, który został obdarowany przez Pana i z rozwoju tego daru zdasz rachunek. Rozwój darów, które otrzymałeś, a których posiadanie rozeznałeś przez pierwsze lata życia (niektórzy rozeznają je w wieku kilkunastu-, inni – kilkudziesięciu lat) – nazywa się powołaniem. To po pierwsze.
Po drugie, przypomnij sobie o tym, że każdą swoją czynność możesz Bogu ofiarować. Wciskanie Panu Bogu lewizny nie przystoi przyszłemu świętemu...
Po trzecie – jeśli zajmujesz się pożytkowaniem owoców swojej, bądź wspólnej pracy – także to musisz robić tak, by stanowiło doskonałe spełnienie powołania, z drugiej zaś strony, by było godnym darem dla Stwórcy.
Pewnie sobie myślisz, że ideał i doskonałość to jakieś mrzonki – rzeczy niedostępne. Mylisz się i sam się ograniczasz. Nie ograniczaj skuteczności Łaski Bożej swoim zrzędzeniem, tylko wymódl ją i bierz się do roboty. Łaski Ci nie zabraknie – z Nią możesz wszystko, dlatego wciąż mówię o doskonałości.

2.2. Skutki dla usługodawcy
By Twoja konsumpcja była dobra dla usługodawcy, musisz być przede wszystkim hojny, wielkoduszny i powściągliwy. Dzięki temu, usługodawca będzie mógł podnosić jakość swoich usług, nie będzie ani stratny na ich świadczeniu, ani nie zaciągnie winy ze względu na swoją działalność. Omówmy po kolei te trzy cnoty.
2.2.1. hojność
W poprzedniej Pogadance poznałeś racje przemawiające za byciem oszczędnym – to ważne. Ale przesada w oszczędności jest wadą i nazywa się skąpstwem. Jednym słowem – masz być oszczędny, ale nie kutwiasty, czyli hojny.
Człowiek hojny wydaje słuszne sumy tam, gdzie trzeba i robi to m.in. po to, by nie popaść w skąpstwo, czyli nieumiarkowaną miłość do bogactw. Na pierwszy rzut oka może wyglądać to na rozrzutność – jednak przy całościowym spojrzeniu (tj. przy świadomości jego oszczędności), baczny obserwator nie ma wątpliwości co jest hojnością, a co rozrzutnością.
Jeśli więc korzystasz z czyichś usług i widzisz, że są dobrze wykonywane – nie wystrzegaj się jak ognia tego, by zapłacić nawet więcej, niż początkowo się umówiliście. To nie jest socjalizm – masz prawo robić ze swoimi pieniędzmi wszystko to, co słuszne, a co znajduje Twoje upodobanie. Jeśli jesteś hojny – sprawiasz po pierwsze przyjemność usługodawcy, honorujesz go, po drugie – okazujesz szacunek, po trzecie zaś możesz liczyć na wzajemność. Nie wspominając już o tym, że chronisz się w ten sposób przed sknerstwem.
Bądź zatem hojny nie tylko dla pożytecznych organizacji dobroczynnych, ale także w stosunku do swojego szewca, stomatologa, czy mleczarza. Wprowadź do swoich finansów nieco więcej serdeczności, delikatności, także przez hojność (zarówno w zakresie płatności, jak i pochwał, komplementów, uprzejmości) – to przecież pomaga znosić trudy pracy.
2.2.2. wielkoduszność
Bądź przy tym wielkoduszny. Nie żałuj nie tylko pochwał, pieniędzy, ale i postaraj się pomóc swoim kontrahentom ulepszyć ich ofertę. Widzisz, że w jakimś obszarze nie domagają – porozmawiaj albo z pracownikiem, albo z szefem firmy o tym, jak posunąć się naprzód. Ekspedientka jest opryskliwa? Zamiast byc chamem, pomóż jej albo rozwiązać problem, który ją trapi, albo nabrać ogłady. Któryś z pracowników jest niepunktualny – poucz go delikatnie i ze słodyczą, zamiast zmywać mu głowę i strasząc tym, że porozmawiasz z szefem, żeby go zwolnił. Jeśli chcesz czyjegoś dobra, to stosuj adekwatne środki do osiągnięcia tego celu – chyba, że wolisz po prostu okazać swoje niezadowolenie, lub irytację... Przemyśl to dobrze. Katolikiem, uczniem Chrystusa, świętym – masz być wszędzie. Poza wymiarem duchowym, wielkoduszność tak pojęta, jest ważna także z czysto ekonomicznego punktu widzenia – dzięki niej, tj. dzięki komunikacji między usługobiorcą a usługodawcą, rynek może się rozwijać w pożądanym kierunku.
2.2.3. powściągliwość
Bynajmniej nie chodzi o powściągliwość w pochwałach. Bądź powściągliwy, to znaczy – nie korzystaj ze wszystkich usług. Aborterom, handlarzom narkotykami, prostytutkom, etc. - podziękuj raz na zawsze. Stwarzając popyt na te usługi, nie tylko sam idziesz na zatracenie, ale ciągniesz w tym kierunku usługodawców. Pamiętaj o odpowiedzialności za siebie i innych. Nie bądź jak Kain, który po zabiciu Abla rżnął przed Panem Bogiem przysłowiowego głupa mówiąc: Czyż jestem stróżem brata mego?. Tak, jesteś opdpowiedzialny za innych – od najbliżeszj rodziny, przez dalszą, aż po tych, z którymi robisz interesy.
2.3. Skutki dla usługobiorcy
Skutki zawierania transakcji muszą być dobre także dla usługobiorcy. Usługobiorcą możesz być zarówno Ty, jak i osoba trzecia, dla której jesteś fundatorem.
Jeśli kupujesz dziecku, albo osobie z problemem alkoholowym wódkę i umożliwiasz mu picie – popełniasz grzech. Możliwości można by mnożyć w nieskończoność. Kupuj każdemu to, co w dobrej wierze uważasz za dobre dla niego – wtedy Twoje wydatki na konsumpcję będą dobre.

2.4. Skutki dla fundatora
Ta sama zasada odnosi się do osoby fundatora – konsumpcja nie może mu szkodzić. Nie tylko fizycznie, ale i z perspektywy duchowej – jej rozmiar nie może pobudzać go do rozrzutności, czy nieumiarkowanego przywiązania do dóbr ziemskich, przeciwnie – powinna być godziwych rozmiarów, sprawując funkcję bufora przed skąpstwem.

3. Kształtowanie świata poprzez popyt
Zauważ, że Twoje zakupy wspierają jedną z sił rynkowych – popyt. Teoretycy wprawdzie kłócą się, czy to popyt wymusza podaż, czy na odwrót... ale musisz się chyba zgodzić z tym, że na dłuższą metę produkcja tego, na co nie ma popytu aby być opłacalną, musi być wspierana przez potężny, kosztowny marketing. Z kolei przez to jest bardziej ryzykowna, dzięku czemu można wstępnie przypuścić, że jej rozmiar zmniejsza się, dążąc do zupełnego zaniku. Koniec końców – zyskuje ten producent, który kupuje to, co jest chętnie i po odpowiedniej cenie kupowane. Ten wniosek możesz wykorzystać do... kształtowania świata.
Między innymi od Ciebie zależy to, kto wygrywa w konkurencji o konsumenta. Swój wpływ wywierasz nie tylko wybierając producenta, sprzedawcę, importera... ale i informując swoich znajomych na temat tego, z kim warto robić interesy, a z kim nie. Więcej – tego, z kim nie robisz interesów z ważnych względów, poinformuj o tym, dzięki temu być może podejmą ważne z Twojego punktu widzenia decyzje. Nie myśl, że to mrzonka... nawet polskie doświadczenie uczy, że wystarczy kilkanaście e-maili do działu PR, by firma przeprosiła, bądź wycofała którąś z reklam. Jeśli coś Ci się nie podoba – mów o tym tak, jak o tym pisałem wyżej. Przede wszystkim – ze „słodyczą”, mając na uwadze cudze dobro.
Jest jeszcze inny aspekt decydowania o wyborze kontrahenta – nawet na poziomie kupna makaronu z Biedronki. Pamiętaj o tym, że każdy stara się wspierać idee, które wyznaje – polityczne, religijne... Po prostu jest różnica, czy poranną kawkę, bądź gazetkę, kupujesz u pobożnego katolika, czy zatwardziałego komunisty. Jeśli masz świadomość, z kim robisz interesy – bierz tę wiedzę pod uwagę. Oczywiście mówimy o dobrach podobnej ceny i jakości – bo jeśli pączki pieczone przez katolika są droższe i zakalcowate, podczas gdy lepsze i tańsze wypieka wojujący ateista... to nie oszukujmy się, dziadostwa popierać nie należy. Bez względu na to jakiej jest proweniencji.
Zwróć raczej uwagę swojemu pobratymcowi w idei, by zaczął konkurować z resztą przedsiębiorców. Może poleć Mu Pogadanki Inwestorskie... niech się dowie dlaczego jego religijnym obowiązkiem jest doskonała praca. Nikomu łaski przecież nie robi.
Jeśli jednak jest Twojej proweniencji i produkuje dobrze w dobrej cenie - rób interesy właśnie z nim! Jesteś wtedy pewien, że zyski z Waszej współpracy wspierać będą wspólne Wam cele, partie polityczne, organizacje dobroczynne i religijne. Podejmując taką decyzję - pośrednio robisz to Ty. Zasadę można streścić w zdaniu: Wspieraj swoich!

4. „Etyczne” inwestowanie
Kształtujesz świat także inwestując wolne środki – i to nawet bardziej, niż decydując o tym, od kogo kupujesz ogórki. O tym jednak i o samych inwestycjach dowiesz się w kolejnej Pogadance... Póki co, żeby mieć co inwestować... zapoznaj się może z poniższym pakietem e-booka i audiobook'a. Oczywiście, przy Książce Miesiąca to pryszcz... ale wspominam o niej, bo do końca sierpnia jest tańsza niż zazwyczaj.


poniedziałek, 18 sierpnia 2008

[książka miesiąca] sierpień/wrzesień 2008

Wprawdzie urlop blogowy trwa, lecz ma się ku końcowi - dlatego Pogadanki nie śpią... Wczoraj wyniki ankiety, dziś nowa książka miesiąca, a na dniach: Pogadanka nr 5 (prawie gotowa do druku).

Książką polecaną przez Pogadanki Inwestorskie w sierpniu jest Tao Warrena Buffeta.

Przybliża postać i zasady stosowane przez chyba najskuteczniejszego inwestora w historii, ucznia Benjamina Grahama, szefa firmy Berkshire Hathaway - Warrena Buffeta.

Myślę, że nawet małe inwestycyjne żuczki mogą nauczyć się od Buffeta kilku przydatnych rzeczy. Wprawdzie nie każdy będzie tak dobry jak legendarny Buffet, ale lepszy niż jest obecnie – na pewno!

O ile poprzednie książki miesiąca miały wysoką rekomendacją, ta książka ma najwyższą! Do nabycia w księgarni Tolle et lege...

Poniżej krótka recenzja tej pozycji:

W tej małej-wielkiej książeczce znajdziesz esencję geniuszu jednego z najwybitniejszych ludzi amerykańskiego biznesu — Warrena Buffetta. Starannie dobrany zbiór cytatów pochodzi z najróżniejszych źródeł — nieoficjalnych rozmów, biografii, wywiadów, a także firmowych sprawozdań. Każda z tych wypowiedzi uzupełniona została odpowiednim komentarzem i interpretacją pary znanych „buffettologów”.

Podsumowując - warto uczyć się od najlepszych. Spotkanie lunchowe z Buffetem kosztuje grubą kasę, zabiegał o nie rodzimy miliarder - Roman Karkosik. Spotkanie książkowe... ekhm... jest znacznie tańsze!


niedziela, 17 sierpnia 2008

[Patron Pogadanek] wyniki ankiety i życiorys

14 lipca 2008 o 15:15 zakończyła się ankieta, w wyniku której św. Josemaria Escriva - z poparciem 37% głosów (59 oddanych), został okrzyknięty Patronem Pogadanek Inwestorskim. By dowiedzieć się więcej o naszym Patronie, kliknij w Jego zdjęcie obok, albo przeczytaj życiorys poniżej...

Josemaría Escrivá de Balaguer urodził się w Barbastro (Huesca, Hiszpania) 9 stycznia 1902 roku. Jego rodzice mieli na imię Józef i Dolores. Miał pięcioro rodzeństwa: siostrę Carmen (1899–1957), brata Jakuba (1919–1994) i trzy młodsze siostry, które umarły w dzieciństwie. Państwo Escrivá dali swoim dzieciom głębokie wychowanie chrześcijańskie.

W 1915 roku zbankrutował zakład włókienniczy ojca i cała rodzina musiała się przenieść do Logroño, gdzie ojciec znalazł inną pracę. W tym mieście Josemaría po raz pierwszy odczuje swoje powołanie: po zobaczeniu na śniegu śladu bosych stóp zakonnika przeczuwa, że Bóg czegoś od niego oczekuje, jakkolwiek nie wie dokładnie, o co chodzi. Sądzi, że łatwiej to rozpozna, gdy zostanie kapłanem, do czego zaczyna się przygotowywać najpierw w Logroño, a następnie w seminarium w Saragossie.

Jako wolny student studiuje prawo cywilne. W 1924 roku umiera jego ojciec, a on staje się głową rodziny. 28 marca 1925 roku przyjmuje święcenia kapłańskie i rozpoczyna pełnienie posługi najpierw w wiejskiej parafii, następnie w Saragossie. W 1927 roku za pozwoleniem biskupa przenosi się do Madrytu, by zdobyć doktorat z prawa. Tutaj, 2 października 1928 roku, podczas rekolekcji widzi, czego Bóg oczekuje od niego, i zakłada Opus Dei. Od tej chwili zaczyna pracować ze wszystkich sił nad tym dziełem, a jednocześnie kontynuuje posługę kapłańską, jaką miał powierzoną w tamtych latach, zwłaszcza wśród ubogich i chorych.

W chwili wybuchu wojny domowej przebywa w Madrycie, gdzie prześladowania religijne zmuszają go do przenoszenia się z miejsca na miejsce. Wykonuje swoją posługę kapłańską potajemnie, do czasu kiedy udaje mu się opuścić Madryt. Po przejściu Pirenejów przedostaje się na południe Francji, a potem przenosi się do Burgos.

Po zakończeniu wojny domowej w 1939 roku powraca do Madrytu i uzyskuje doktorat z prawa. W następnych latach prowadzi liczne rekolekcje dla świeckich, kapłanów i zakonników. W tym samym roku 1939 kończy swoje studia doktoranckie na wydziale prawa.

W 1946 roku rozpoczyna stały pobyt w Rzymie. Uzyskuje doktorat z teologii przy Uniwersytecie Laterańskim. Zostaje mianowany konsultorem kongregacji watykańskich, honorowym członkiem Papieskiej Akademii Teologicznej i prałatem honorowym Jego Świątobliwości. Uważnie przygląda się przygotowaniom i obradom Soboru Watykańskiego II (1962-1965) i spotyka się z wieloma ojcami soborowymi.

Z Rzymu wyjeżdża do różnych krajów Europy, by umacniać Opus Dei w tych krajach. W tym samym celu między 1970 a 1975 odbył długie podróże po całym Półwyspie Iberyjskim, do Meksyku, po Ameryce Południowej i Gwatemali, gdzie odbył spotkania katechetyczne z licznymi grupami mężczyzn i kobiet.

Umiera w Rzymie 26 czerwca 1975. Tysiące osób, wśród nich liczni biskupi różnych krajów – w sumie jedna trzecia światowego episkopatu – zabiega przy Stolicy Świętej o otwarcie jego procesu kanonizacyjnego.

17 maja 1992 r. Jan Paweł II beatyfikuje Josemarię Escriva y Balaguera. Świętym ogłasza go dziesięć lat później, 6 października 2002 r., na Placu Św. Piotra w Rzymie, wobec tysięcy wiernych. „Idąc jego śladami” - powiedział podczas homilii Ojciec Święty, „szerzcie w społeczeństwie, niezależnie od rasy, klasy, kultury, lub wieku świadomość, iż wszyscy jesteśmy powołani do świętości.”

tekst ze strony: http://www.opusdei.pl/sec.php?s=638

środa, 9 lipca 2008

[9 VII 2008] Wakacyjny Plan Czytelniczy

wakacyjny plan czytelniczy
zanim się zurlopuję...

zachęcam każdego do poczynienia na wakacje WPC - Wakacyjnego Planu Czytelniczego. Po co? Ano po to, by nadrobić w końcu zaległości z całego roku i zająć się czymś innym niż pracą. Proszę nie uważać, że wakacje są po to, by poświęcić je na nicnierobienie... wakacje i odpoczynek polegać powinny - moim przynajmniej zdaniem - na zwiększonej ilości sportu i świeżego powietrza, oraz zajęciu się sprawami, na które nie ma czasu w ciągu roku, a są ważne. Rolę grają tu również duchowość i intelekt.

cztery dziedziny

proponuję podzielić zagadnienia na cztery dziedziny. Podział ten można rzecz jasna zmodyfikować do własnych potrzeb, ja zastosowałem taki, jak poniżej.

1/ duchowość i religia

tu znajdują się książki, zarówno z dziedziny samej duchowości, jak i doktryny Kościoła. Jeśli dbasz o zbawienie - zadbaj o tę dziedzinę. Jeśli chodzi o samą duchowość, polecam przede wszystkim Drogę Bruzdę i Kuźnię, św. Josemarii Escrivy, potem zaś: Przyjaciół Boga tegoż Autora oraz Rozważania ascetyczne ks. Canals.

Poza tym, zastanów się, czy przypadkiem nie jesteś lajkonikiem w którejś z poniższych dziedzin: Teologii, Dokumentów Kościoła czy Klasyki duchowości (szczególnie polecam św. Jana od Krzyża).


2/ światopogląd

tutaj mieszczą sie książki, które traktują o gospodarce, polityce, doktrynach politycznych. Głosujesz raz na cztery lata i pewnie zawsze jesteś skołowany... Może najwyższy czas poznać trochę politykę, rozważyć do końca spór interwencjonizm vs. wolny rynek, zamiast zasłaniać się niewiedzą, brakiem zainteresowania, czy gazetowymi sloganami. Jeśli głosujesz - to spełnij to profesjonalnie, inaczej szkoda fatygi.

Polecam Planowany chaos i Biurokrację Ludwiga von Misesa - jeśli chodzi o kwestie gospodarcze. Jeśli chodzi o inne sprawy - Michnikowszczyznę Ziemkiewicza i Wygnać Chrystusa - dość głośną ostatnio książkę o chrystianofobii w Europie.

3/ zawód i inwestowanie

na pewno coś studiujesz, lub zamierzasz, albo pracujesz zawodowo. Wspaniale, może powinieneś nauczyć się czegoś nowego w swoim fachu, lub spojrzeć na niego inaczej? Może nauczysz się nowego języka w wakacje? Pomyśl.

Inna sprawa - wciąż słyszysz o inwestowaniu, pieniądzach, cudach na kiju. Może warto się wziąć za te sprawy profesjonalnie, zamiast przepuszczać bezmyślnie pieniądze i narzekać na złodziejskie banki i wyglancowanych panów z Expandera, którzy nagonili Cię na górce na fundusze akcyjne... Wbrew pozorom - obecnie jest najlepszy moment na powrót na rynek... nie możesz kolejny raz nie wiedzieć z czym to wszystko się je. Wejdź na moje Pogadanki Inwestorskie (tu już jesteś akurat...), kup może jakąś książkę na temat inwestowania. To żadna alchemia, trzeba się tylko postarać i chcieć coś zrozumieć... Jeśli masz pytania, a wstydzisz się ich zadać w komentarzu - napisz do mnie maila, adres na pasku z prawej strony bloga.

Na początek polecam Ci przede wszystkim Biednego i Bogatego Ojca R. Kiyosakiego (wiele osób zwariowało na punkcie tej książki) oraz Inwestowanie pieniędzy w praktyce, Poradnik dla początkujących inwestorów. Za darmo nie nauczysz się nic, chyba że będziesz ryzykował własnymi pieniędzmi - na błędach popełnianych w takich warunkach człowiek może nauczyć się dużo.

Do roboty.

4/ literatura
prawda, że nie ma na to czasu w ciągu roku? Zatem do roboty - podobnie jak z innymi dziedzinami. Bierz się za Gringo wśród dzikich plemion Cejrowskiego, Opowieści z Narni, czy wspaniałe, ale zapomniane powieści Zofii Kossak-Szczuckiej: Krzyżowców i Króla trędowatego.
miłej lektury!